Anna Worowska – poetka obiektywu

Nie rozstaje się z aparatem, bo zawsze można trafić na ciekawe ujęcie. Anna Worowska na swoich zdjęciach pokazuje potęgę natury.
Obcowanie z przyrodą jest ogromną przyjemnością, przestrzenią, w której człowiek się odradza – opowiada o swoim stosunku do natury Anna Worowska.

– To jest wolność, bo człowiek na co dzień jest osaczony czasem, obowiązkami, a tam tego nie ma. W przyrodzie panuje rytm i harmonia, owszem są rytmy dobowe, roczne, ale jednak jest większa wolność, a człowiek przecież zawsze dąży do wolności.

Jak nie wezmę aparatu, to żałuję
Urodziła się i mieszka w Białymstoku. Biolog, fotografik przyrody, krajobrazu i zabytkowej architektury. Natura od zawsze była ważna w życiu Anny Worowskiej. Fascynowała ją, najlepiej odpoczywała w kontakcie z przyrodą.

– Gdy oddycha się przestrzenią, lasem, regenerują się siły. Uwielbiam zapach natury – opowiada Anna Worowska.

A zarazem zawsze bardzo lubiła fotografować. Jak mówi, chyba wynikało to z jakiegoś wewnętrznego kolekcjonerstwa, pasji, żeby gromadzić to, co ładne.

Aparat miała już w szkole średniej, popularną wówczas Smienę. Potem przyszła kolej na Zenita, a teraz jest Canon. Bo jeśli coś chce się naprawdę osiągnąć, to trzeba mieć czym.

– Bo fotografia to jest składowa swojego patrzenia na świat, tego co chce się na zdjęciu zostawić i także zaplecze techniczne – uważa Anna.

Powoli fotografia stała się jej prawdziwą pasją. Teraz zdjęcia robi już zawsze i wszędzie – rano, po południu, w weekendy i dni wolne. – Jak gdzieś nie wezmę aparatu, to potem tego żałuję.

Czy potrzebna jest do tego znajomość biologii? – Nauka to jedno, a pasja drugie – odpowiada. – Ale na pewno jest mi łatwiej przewidzieć pewien rytm przyrody. Kiedy idę w teren, to wiem, czego mogę się spodziewać. Choć co prawda z przyrodą nie można się umówić, zawsze jest zaskoczenie. Np. pojadę zrobić gęsi wiosenne, a wrócę z czymś zupełnie innym. Ale oczywiście na przestrzeni lat zdobywa się pewne doświadczenie.

Przez wiele lat przeróżnych zdjęć uzbierały się tysiące. Niektóre fotografie zaczęły układać się w cykle, wystawy, albumy np. Brzoza.

Prostokąciki świata
W zdjęciach Anny Worowskiej widać poezję, zachwyt naturą i cudami, które tworzy. A także wielką pokorę wobec nich.

– Fotografia nie jest rzeczywistością, jest pokazaniem swojego wrażenia i postrzegania – opisuje swoje prace autorka.

– To takie kawałeczki, prostokąciki świata, które pokazują piękno natury.

– Anna jest poetką obiektywu – uważa poeta Jan Leończuk. – Jej prace to czysta poezja. Zachwycają mnie, bo mają w sobie piękno, którego często nie potrafiłem dostrzec.

Z niektórych zdjęć jest szczególnie zadowolona. Np. z takich tajemniczych, gdzie nie wszystko jest dosłowne, gdzie jest coś rytmicznego albo z tych, na których kryje się jakaś tajemnica, której nigdy nie poznamy.

Poszukuje też pewnych ciekawych form. Z wiatru na wodzie, kropli, widoku rozlewiska czy liści na wietrze może powstać zupełna abstrakcja.

– Są takie zwierzątka nartniki. Gdy przesuwają się po wodzie, zostawiają niesamowite ślady – opowiada. – Uchwycenie tego momentu na zdjęciu naprawdę zaciekawia.

Niektóre zdjęcia wyglądają tak, że można podejrzewać manipulację komputerową, ale tak nie jest. To czysta natura.

Sentyment ma do tych swoich prac, które posiadają w sobie coś niedopowiedzianego, nieoczywistego.
– Niejednokrotnie przechodzimy obok czegoś z boku i nie dostrzegamy w tym nic ciekawego. A jeśli przystaniemy, zaczynamy widzieć więcej, czuć więcej. I o to też tu chodzi: o skupienie, o chwilę ciszy.
Jednak prace Anny Worowskiej to nie tylko zdjęcia przyrody, ale też pięknych rzeczy, które tworzy człowiek. Dlatego jeden z cykli zdjęć poświęcony jest fragmentom architektury, czyli pięknu, które powstały dzięki pracy ludzkich rąk.

Podlaskie szczególnie ją fascynuje. Bo to piękny region, do którego jeszcze tak intensywnie nie dorwał się człowiek, kompletnie go niszcząc, jak to stało się gdzie indziej. A co za tym idzie – to kopalnia tematów, ujęć, inspiracji.

– Bardzo lubię babie lato, w pamięci zapadł mi moment, gdy w okolicach Goniądza na wiosnę dereń puszcza pączki i się czerwieni – opowiada o ujęciach, które zrobiły na niej szczególne wrażenie. – Zupełnie niezwykła jest Puszcza Białowieska, tam wszystko jest zamknięte w kole: gdy jedno pada, coś z tego wyrasta. To jest tajemnica życia. Gdy obcuje się z naturą, niejednokrotnie czuje się wyraźnie, jaki człowiek jest malutki w tym świecie, np. przy wielkim drzewie.

Rodzina nie miała wyjścia i już się przyzwyczaiła do jej pstrykającej pasji. Teraz nawet trasy rodzinnych wypraw często układane są pod kątem realizacji jakiegoś tematu zdjęciowego. Gdy np. w maju chce uchwycić kwitnące obuwiki, robią wycieczkę właśnie pod tym kątem.

Zatrzymać piękno, które nas otacza
Anna Worowska jest bardzo skromna, nie lubi mówić o sobie. Ale jej zdjęcia były już wielokrotnie nagradzane i wyróżniane.

Za sobą ma wystawy indywidualne, m.in.: Bliskie krajobrazy, Krajobraz i przyroda Podlasia, Brzoza, Rytm drzew. A także albumy: Brzoza, Sen drewna i jawa życia, poświęcony nadnarwiańskiemu artyście rzeźbiarzowi Włodzimierzowi Naumiukowi.

– Ania ma materiał na kilkanaście albumów, tylko skromność nie pozwala jej tym się zająć – mówi Jan Leończuk.

– Żeby zrobić wystawę czy album trzeba mieć dużo materiału i mieć pomysł na pokazanie tego – twierdzi Anna Worowska. – Pomysłów parę mam. Chciałabym dopracować kilka tematów, które już widać na moich zdjęciach i ogarnąć jakimś wspólnym tytułem czy wystawą.

Właśnie trwają prace nad albumem: Podlaskie, i drugim – Ziemia Zabłudowska.

Nie ma jakichś szczególnych marzeń, planów dotyczących swojej pasji. – Bo najważniejsze w fotografowaniu jest po prostu zatrzymywanie piękna, które nas otacza – mówi Anna Worowska.

Autor: Aneta Boruch , Kurier Poranny ==>

Podobne wpisy: