Silna samosiejka

Silna samosiejka – wystawa fotograficzna o brzozie

Wiedza biologa, zmysł fotografa. Anna Worowska, wykładowca Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, nigdy nie uczyła się fotografii, a dziś zgarnia główne nagrody na fotograficznych konkursach przyrodniczych. Wystawę jej prac można oglądać w filharmonii.

To cykl zdjęć „Brzoza – portret dwóch gatunków”. Portret bardzo ciekawy – zdjęcia Worowskiej nie są bowiem zwykłą rejestracją przyrody, a artystycznym ujęciem natury. Intrygują kompozycją – niektóre fotografie z daleka kojarzą się z podlaskim wzorzystym pasiakiem. Zwraca uwagę wrażliwość na światło. Tu nawet jak słońce przedziera się przez zimowy brzozowy zagajnik to tak, jakby zajmował go pożar.

Wystawę można oglądać do 30 listopada.

Rozmowa z Anną Worowską
Monika Żmijewska: Dlaczego skupiła się pani właśnie na brzozach?

Anna Worowska*: Brzoza to temat dość popularny w różnych opracowaniach. Chciałam zmierzyć się z tematem, pokazać ją troszkę inaczej. Wyróżnia się z drzew – ma białą korę i sporo w niej delikatności, ale też siły. To ciekawe drzewo. Sama się wysiewa, porasta ugory, od niej właściwie zaczyna się las. Jest pożyteczna, ma właściwości lecznicze, rozjaśnia krajobraz, choć wielu dostrzega w niej też minusy – choćby fakt, że się sama wysiewa. Wszystko to, poszukując odpowiednich ujęć, chciałam pokazać w fotografiach.

Jest pani biologiem z wykształcenia i zawodu, na co dzień zajmuje się pani medycyną. Do fotografa to troszkę daleko…

– Ale mój zawód pomaga mi przy fotografowaniu. Zawsze jako temat interesowała mnie natura. A jako biolog wiem, kiedy np. przylatują ptaki i kiedy zrobić interesujące mnie ujęcie.

Kiedy zaczęła pani fotografować?

– Tak bardziej świadomie, to z kilkanaście lat temu. Zaczynałam od gór, bo wydawało mi się, że tylko góry można fotografować. A potem dostrzegłam, że zdjęcia można robić wokół siebie. Płaski krajobraz podlaski jest trudny do fotografowania, ale efekty są świetne. Teraz każdy dzień wolny, urlop spędzam nad Biebrzą, nad Narwią. Nie mam żadnego wykształcenia fotograficznego, wiele rzeczy robię na wyczucie. Przeglądam albumy innych, sama się dokształcam. Często zdaję się na intuicję.

Z przyrodą można umówić się na zdjęcie?

– O nie, ma swoje humory. Z przyrodą trudno się planuje. Pewnie, że czasem chciałabym pójść na zdjęcia wtedy, kiedy jest fajna pogoda. A to nie zawsze się tak da. Nie zawsze wtedy, gdy jest przyjemna pogoda, wychodzą najlepsze zdjęcia. Wiele razy było tak, że z zaplanowanej wycieczki nie przywoziłam ani jednego ciekawego zdjęcia, a z niezaplanowanej sporo fajnych ujęć.

W ciągu ostatnich kilku lat zdobyła pani 40 nagród i wyróżnień w ogólnopolskich konkursach fotograficznych. Któraś z tych nagród jest dla pani szczególna?

– Na pewno jedna z pierwszych, ta otrzymana w konkursie „Parki Narodowe” – fotografowałam park wigierski. Bardzo ucieszyło mnie też grand prix w konkursie fotograficznym „Śladami Leona Wyczółkowskiego”. A to dlatego, że to było wyzwanie – konkurs polegał na tym, że inspiracją do zrobienia fotografii miała być twórczość malarza. Po obejrzeniu pejzaży Wyczółkowskiego trzeba było znaleźć na tyle ciekawe ujęcia, by oddać ducha jego twórczości. Ja wysłałam cykl zdjęć: potężne podświetlone drzewa w Puszczy Białowieskiej. Jestem dość krytyczna wobec swoich prac, ale te fotografie rzeczywiście mi się podobały.

Jest pani członkiem redakcji uczelnianego miesięcznika „Medyk Białostocki”. Tam już są tematy medyczne?

– Otóż nie. Dalej przyrodnicze. Albo piszę o osobach, interesujących się przyrodą, albo zamieszczam swoje zdjęcia. Przyroda to podstawa.

Anna Worowska
*biolog z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Swoje prace prezentowała na wystawach w regionie i w Polsce, publikowała też w wielu wydawnictwach. Dla TVP Białystok zrealizowała też kilka krótkich przyrodniczych impresji filmowych

Źródło: Gazeta Wyborcza ==>

Podobne wpisy: